HomeMapa SztukiSztuka w niemiejscachMuzeum jutraNotatki akustyczneDźwięki z odzyskuSplotyCiała pamięciZielone strategie Sztuka w procesieZasobyO projekcieDołącz

Dawno, dawno temu zaprzyjaźniłam się z wiedźmą. To była tego typu znajomość, w której druga osoba oblepia cię do utraty osobowości. Spotykałyśmy się przed lustrem, nad kiblem, przed lodówką bądź ćwicząc do utraty tchu z popularną panią od fitnessu. Znajomość rozwijała się stopniowo, odkrywałyśmy wspólne zainteresowania i poglądy. Istnieje możliwość, że wcale takich wcześniej nie miałam, jednak wiedźmy mają to do siebie, że są bardzo przekonujące. Rozgościła się w moim ciele, jakby to był nasz wspólny dom. Z początku nie zauważyłam, że nie miała zębów, że łysiała, że jej skóra była blada, sucha, twarz wiecznie opuchnięta, że  śmierdziało jej z gęby, że nie znała umiaru, a nasze spotkania stały się zbyt pochłaniające. Oblepiała mnie od środka, najlepsza przyjaciółka na świecie - znała odpowiedzi na moje pytania, śpiewała mi nad kiblem, kontrolowała każde przełknięcie, miotała mną, powtarzając, że to jest dobre. Moja skóra krzyczała jej imię, oddech przesiąknięty był jej zapachem, serce biło w jej rytmie, a zmęczenie mięśni było niezauważalne dzięki jej trosce i opiece. Kiedy wracam cieleśnie do tej przyjaźni, nie mogę zrozumieć, jak moje ciało przetrwało jej zachcianki. Wtedy zrobiłam z nią to samo, co ona ze mną, powolutku manipulując, żeby się nie zorientowała, żeby nie było jej przykro, żeby się nie zbuntowała.

Zaczęłam zwiększać dystans, na nowo zasiedlając swoje ciało. Wiedźmy już tu nie ma, nie pokazała się od bardzo długiego czasu. Ledwo pamiętam, jak wyglądała, choć moje ciało doskonale wie, gdzie ulokowały się w nim wspomnienia tej przyjaźni. Z czułością staram się dotykać tego miejsca. Żadnemu ciału ani psychice nie życzę spotkania z wiedźmą. Nie odpowiadaj na jej lustrzane zaczepki, bo nie zorientujesz się, a będzie wybierać, co zjecie na deser. Proces twórczy tego projektu był dla mnie intensywną osobistą podróżą. Ciało ku mojemu zdziwieniu, mimo trudności wspominanych wydarzeń, przyjemnie współpracowało, jakby samo proponowało i kreatywnie reagowało na przywoływane sytuacje, wspomnienia. W mojej choreografii chciałam pokazać, że to ona mi się przytrafia, że ciało doświadcza różnych jakości, dostosowując się, a ja odczuwam. Autorski tekst, zapis, powstał później jako echo doświadczanej choreografii. Miejsca, w którym było kręcone nagranie, miały wspomóc uzyskanie tego stanu, jak najwierniejsze odwzorowanie ruchowych wspomnień zapisanych w ciele.

Obca lokatorka w ciele

„Wiedźma” Aleksandry Kuś zaczyna się jak bajka, ale bardzo szybko odkleja się od baśniowego bezpieczeństwa. „Dawno, dawno temu zaprzyjaźniłam się z wiedźmą” — ten początek ma w sobie czułość i grozę zarazem. Przyjaźń rozwija się przed lustrem, nad sedesem, przed lodówką, podczas ćwiczeń do utraty tchu z popularną instruktorką fitness. Miejsca są zwyczajne, domowe, codzienne. Właśnie dlatego działają tak mocno. Wiedźma nie przychodzi z lasu. Pojawia się w łazience, kuchni, w odbiciu, w treningu, w kontroli każdego przełknięcia.

Tekst artystki prowadzi wprost do doświadczenia zaburzonej relacji z ciałem, jedzeniem, wysiłkiem, obrazem własnej osoby. Wiedźma „oblepia” do utraty osobowości, rozgaszcza się w ciele jak we wspólnym domu, śpiewa nad sedesem, kontroluje przełykanie, miota ciałem i powtarza, że „to jest dobre”. Ten język ma siłę, bo nie ucieka w diagnozy. Daje figurę. Wiedźma jest głosem, rytmem, zapachem, przymusem, fałszywą troską, przyjaciółką o niszczących nawykach.

Choreografia powstaje więc z relacji pasożytniczej. Ciało staje się domem dla kogoś, kto mówi za głośno, decyduje zbyt często, wybiera deser, mierzy wartość przez kontrolę i zmęczenie. Kuś opisuje skórę krzyczącą imię wiedźmy, oddech przesiąknięty jej zapachem, serce bijące w jej rytmie, mięśnie, które nie czują zmęczenia dzięki jej „trosce”. W tej ironicznej czułości mieści się cała przemoc mechanizmu. To, co niszczy, potrafi mówić językiem opieki. To, co odbiera siły, udaje dyscyplinę.

Ruch w „Wiedźmie” nie musi obrazować konkretnej sytuacji. Ma przywołać stan, w którym ciało doświadcza kolejnych jakości i dostosowuje się do nich. Artystka pisze, że chciała pokazać, iż „to ona mi się przytrafia”, a ciało reaguje, przechodzi przez różne napięcia, podczas gdy ona odczuwa. To zdanie dobrze ustawia całą pracę. Podmiot nie zarządza w pełni zdarzeniem. Ciało zostaje porwane przez mechanizm, próbuje nadążyć, podporządkowuje się, czasem współpracuje z tym, co je wyniszcza.

Najbardziej niepokojący jest motyw przyjaźni. Wiedźma nie zostaje nazwana wrogiem od razu. Najpierw buduje bliskość. Zna odpowiedzi. Przekonuje. Daje poczucie porządku. W świecie ciała wystawionego na ocenę, lustro, lodówkę, trening i codzienne mierzenie siebie taka figura może wydawać się pomocna. Podsuwa reguły. Uczy, jak kontrolować. Obiecuje ulgę. Dopiero z czasem okazuje się, że jej bliskość pożera miejsce dla własnego głosu. Relacja, która miała dawać oparcie, zaczyna zmieniać ciało w teren okupowany.

Kuś zapisuje wyjście z tej relacji przez manipulację odwrotną: „zrobiłam z nią to samo, co ona ze mną”, powoli zwiększając dystans, ostrożnie, żeby wiedźma się nie zorientowała, żeby się nie zbuntowała. Ten fragment ma szczególną precyzję. Nie ma tu nagłego zerwania, sceny zwycięstwa, prostego odzyskania siebie. Jest taktyka. Ciało trzeba zasiedlić od nowa, krok po kroku, prawie po cichu. Odzyskiwanie siebie nie wygląda jak manifest. Bardziej jak praca domowa wykonywana przez miesiące: trochę więcej dystansu, trochę mniej posłuszeństwa, delikatniejsze dotknięcie miejsca, w którym siedzi wspomnienie.

Wiedźmy „już tu nie ma”, ale ciało pamięta, gdzie ulokowały się ślady tej przyjaźni. Ta fraza przenosi pracę w sam środek laboratorium „Ciał pamięci”. Pamięć nie siedzi w anegdocie. Jest rozmieszczona w tkankach, w odruchach, w napięciach, w miejscach, których trzeba dotykać z czułością. Ciało przetrwało, ale nie stało się pustą kartą. Zostały mapy nacisku. Zostały dawne trasy ruchu. Został odruch patrzenia w lustro, pamięć treningu, pamięć sedesu, pamięć lodówki, pamięć głosu, który mówił, że wie lepiej.

Miejsca nagrania miały wspomóc możliwie wierne odwzorowanie ruchowych wspomnień zapisanych w ciele. To zdanie pozwala czytać „Wiedźmę” jako pracę z rekonstrukcją stanu, a nie z ilustracją historii. Choreografia nie potrzebuje realistycznej sceny łazienki ani literalnego powtórzenia dawnych czynności. Potrzebuje warunków, w których ciało przypomni sobie dawne jakości: przymus, przyspieszenie, zawstydzenie, dyscyplinę, wyniszczenie, fałszywą opiekę, powolne oddalanie się od głosu wiedźmy.

Biografia Aleksandry Kuś dopowiada warsztatową ostrość tej pracy. Tancerka Polskiego Teatru Tańca, po edukacji w P.A.R.T.S. w Belgii, z doświadczeniem zespołów w Madrycie i Norymberdze, ma za sobą pracę w repertuarach wymagających wysokiej dyscypliny, precyzji, szybkiej adaptacji do różnych języków ruchowych. W „Wiedźmie” ta techniczna świadomość spotyka temat, który dotyka przemocy kontroli nad ciałem. To spotkanie jest napięte. Ciało wytrenowane zna dyscyplinę od środka. Wie, jak daleko można przesunąć wysiłek, jak działa zmęczenie, jak łatwo opowieść o pracy nad sobą może przejść w przymus.

„Wiedźma” ma też ciemny humor. Bez niego tekst byłby może zbyt ciężki, zbyt jednoznaczny. Wiedźma wybierająca deser, wiedźma bez zębów, łysiejąca, blada, opuchnięta, śmierdząca z ust — ten obraz jest groteskowy, cielesny, brzydki, bardzo konkretny. Groteska nie łagodzi przemocy. Pozwala ją zobaczyć bez gładkiego języka terapeutycznego. Wiedźma nie jest elegancką metaforą. Jest obrzydliwą współlokatorką, która wprowadziła się do ciała i przez pewien czas urządzała je po swojemu.

W tej pracy mocno działa napięcie między odrazą a czułością. Artystka pisze, że stara się z czułością dotykać miejsca, w którym ciało przechowuje wspomnienia. Czułość nie kasuje obrzydzenia, nie wybiela wiedźmy, nie usuwa śladów. Raczej zmienia sposób obchodzenia się z nimi. Dawny przymus dotykał ciała po to, żeby je kontrolować. Nowy dotyk ma być ostrożniejszy, mniej zawłaszczający. Ciało nie jest już wspólnym domem dla wiedźmy i osoby, która ją wpuściła. Trzeba je urządzić od nowa, z pamięcią po lokatorce, która zniknęła, ale zostawiła zapach w ścianach.

„Wiedźma” nie potrzebuje dydaktycznego morału. Ostatnie ostrzeżenie — „nie odpowiadaj na jej lustrzane zaczepki” — brzmi jednak jak zdanie wyniesione z doświadczenia, nie jak hasło profilaktyczne. Lustro jest tu jednym z wejść. Lodówka drugim. Sedes trzecim. Trening czwartym. Każde z tych miejsc może uruchomić znajomość, która zaczyna się niewinnie, od rozmowy z obrazem własnego ciała, od chęci poprawy, od kontroli, od obietnicy lekkości. Potem wiedźma wybiera deser.

Choreografia Aleksandry Kuś porusza temat bardzo rozpoznawalny, ale robi to przez własny język. Nie przez medyczny opis, nie przez społeczną diagnozę, nie przez prostą spowiedź. Przez figurę, która lepi się do skóry. Dzięki temu „Wiedźma” może wejść w ciało widza jako obraz. Kto zna podobny głos, rozpozna go natychmiast. Kto go nie zna, może przez chwilę poczuć, jak działa bliskość przymusu: jak mówi troskliwie, jak pilnuje, jak śpiewa nad sedesem, jak wybiera za kogoś.

Na końcu zostaje gest zasiedlania ciała od nowa. Cichy, cierpliwy, bez fanfar. Ciało, które przetrwało wiedźmę, nie wraca do stanu sprzed spotkania. Uczy się mieszkać inaczej. Pamięta. Dotyka miejsc po dawnym przymusie. Rozpoznaje, kiedy w lustrze zaczyna się zaczepka. I może tym razem nie odpowiada.

Aleksandra Kuś

Tancerka Polskiego Teatru Tańca w Poznaniu w latach 2023-2025. Brała udział w premierach zespołu, w tym „24/7 Nowych Grzechów” (chor. Yoshiko Waki), „Z kapelusza” (chor. Jo Strømgren), „Republika marzeń” (chor. Iwona Pasińska, reż. Igor Gorzkowski) oraz „Monolit” (Rainer Behr), występując także w pełnym repertuarze teatru. Wiedzę taneczną zdobywała na uczelni P.A.R.T.S. – Performing Arts Research and Training Studios w Belgii. We wrześniu 2020 dołączyła do Elephant in the Black Box Junior Company w Madrycie, występując w spektaklach „Nichts” (Marco Goecke), „Romeo&Juliette” i „Hidden Beauty” (Jean-Philippe Dury). W sezonie 2021/2022 odbyła staż w Staatstheater Nürnberg Ballett pod kierownictwem Goyo Montero, występując w „Maria” i „Narrenschiff” (G. Montero) oraz „Secus” (Ohad Naharin). W grudniu 2022 brała udział w spektaklu „PO” w ramach Przestrzeni Sztuki Łódź (Sara Kozłowska, Katarzyna Leszek). Brała udział w wielu warsztatach w Polsce i zagranicą m.in. GAGALAB Tel-Awiw 2023 i Danzart Festival 2022, doskonaląc swój warsztat sceniczny i ruchowy. Wzięła również udział w nagraniu wideo, które wygrało pierwszą nagrodę jury podczas festiwalu filmowego Rollout Macao 2025. W zeszłym roku zrealizowała premierę swojego pierwszego autorskiego spektaklu „Betomania” w Studio Nieznane wraz z grupą projektową. W Poznaniu prowadzi regularne zajęcia taneczne oraz warsztaty w całej Polsce. Realizuje również wakacyjne grupy projektowe w Studio Tańca Officyna w Krakowie, w ramach których stworzyła dwa autorskie projekty wideo: „Jagnomania” i „Mavka”.

Przeglądaj eseje choreograficzne:

Przeglądaj wszystkie